Ten „porządek” trzeba wymienić na nowy!

Są słowa, za którymi całe życie nie przepadałam. Brzmią one:

Nie wypada!

Całe życie uczono mnie granic. Wyprostuj się, nie mów tego, wyczyść buty, uśmiechnij się, nie przeklinaj, nie stosuj używek. Ludzie wokół mnie starali się wychować mnie na dobrego człowieka o wysokim poziomie kultury osobistej. Czy się udało? Cóż. Na pewno w momentach, kiedy  przekraczałam stworzone w mojej głowie granice, byłam tego świadoma. Czasami działo się to „niechcący” i z rozpędu. Innym razem robiłam to z pełną premedytacją.

Pewnego dnia stało się coś, co zmieniło jednak znacząco moje podejście do wielu kwestii. Był luty 2017 roku. Dowiedziałam się, że zdałam ostatni egzamin. To był koniec trudnej drogi. Szybko zgłosiłam się do Izby w sprawie uzyskania numeru wykonywania zawodu. Skończył się pewien etap i przyszedł nowy. Zostałam lekarzem weterynarii. Zaczął mnie obowiązywać nasz zawodowy kodeks.  Kończąc studia, stałam się dorosła. BYŁAM PRZERAŻONA.

Pierwszy wpis na tym blogu pojawił się rok później.

Wszystkie moje działania „przed” uzyskaniem tytułu lekarza zostały oddzielone niewidzialną kreską. To, co teraz tu piszę jest dość przemyślane. Na początku ustaliłam sobie kilka zasad, które w mają pokrywać się z zasadami etyki lekarskiej. Sformułowanie „nie wypada” nabrało kompletnie innego, znacznie pełniejszego wymiaru.

Brzmi poważnie, co? Trochę przerażająco! Jak to zrobić? Trzymanie się różnych wytycznych kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku. Co rusz czuję, że stąpam po niepewnym gruncie. Wiem, że koledzy i koleżanki po fachu zwracają uwagę na niemal każde napisane przeze mnie słowo – szczególnie wtedy, gdy poruszam ważne dla nich kwestie.

Często dziwią się, że co rusz sama sobie przeczę, na siłę próbują udowodnić mi, że moje poglądy są nie do końca słuszne, uważają, że nie umiem wejść w ich buty. Za każdym razem z filozoficzną zadziornością uśmiecham się pod nosem. Nie skończyłam mojego drugiego kierunku studiów – to fakt. Uczęszczałam jednak na zajęcia z przedmiotów o egzotycznie brzmiących nazwach i wielu rzeczy się nauczyłam.

Najważniejszą umiejętnością, którą tam nabyłam jest ta, którą nazywam potocznie „robieniem fikołków w głowie„. Filozofia uczy przyjmowania innych punktów widzenia. Sprawia, że bez problemu można obronić poglądy, do których nie jest się przekonanym. Egzaminy sprawdzają w dużej mierze znajomość i zrozumienie przedstawianych w toku nauczania systemów. Od tych starożytnych po współczesne.

Wiadomo, że samo pojęcie „filozofia” wydaje się być zakurzone, jak oryginały prac jej twórców. Po odkurzeniu okazuje się jednak, że królowa nauk daje bardzo praktyczne, przydatne w życiu osobistym i zawodowym umiejętności. Na jakim polu łączy się z medycyną weterynaryjną? Na ten moment znajduję najwięcej odniesień we wspomnianej już etyce oraz filozofii nauki.

Niestety na polskich wydziałach medycyny weterynaryjnej zajęcia filozoficzne traktowane są bardzo po macoszemu. Etyka? Coś było. Metodologia nauk? E… A co to? A potem w świat idą (wybaczcie te określenie) tzw. wieśniacy. I… Uwaga! To nie jest określenie pejoratywne! Weterynaria w Olsztynie? Dziś na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, ale jeszcze niedawno Akademii Rolniczo-Technicznej! SGGW w Warszawie? Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego! Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie? Niegdyś Akademia Rolnicza w Lublinie.

Ze „starych” wydziałów medycyny weterynaryjnej wszystkie mają mniej lub bardziej zarysowane tradycje wiejskie. Największe wrażenie na ten moment robi na mnie historia Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Wierzcie lub nie, ale moje obserwacje pokazują, że te różnice widać po wykładowcach. Wybaczcie, że to powiem, ale uważam, że poziom kultury wielu ludzi wychowanych przez wrocławską uczelnię jest na poziomie, do którego duża część kadry w innych ośrodkach nigdy nie doskoczy.

I teraz… Uwaga. Ostatnie zdanie powinnam pewnie skasować. Ono uderzy w kilka osób totalnie niesłusznie, bo wiem, że wszędzie są osoby, które bardzo się starają. Wiem jednak, że większość z nich pisze doktorat i ucieka, bo nie wytrzymuje funkcjonowania w starym systemie rządzonym przez ludzi, którzy dawno powinni ze swoich funkcji zrezygnować. Niestety mam wiele przykrych wspomnień związanych ze swoją macierzystą uczelnią. Wiecie, gdzie studiowałam. Przez lata się napatrzyłam i rozmawiałam z ludźmi na niemal każdym szczeblu uczelnianej drabinki.

Nie wypada!

Paulina, pamiętasz? Tak. Znowu przeginasz. Wiem jednak, że na weterynarii obecnie pełno jest grzecznych dziewczynek, które marzą tylko o tym, żeby skończyć wymarzone studia. Wiele znoszą, głośno się nie skarżą i nie obnoszą się głośno ze swoimi poglądami. Walka z górą może sprawić, że ktoś na którymś egzaminie udowodni im, że nie nadają się do tego zawodu. Też taka byłam.

Na uczelniach istnieją teoretycznie nieprzekraczalne granice, a hierarchia na wydziale przez cały okres studiów była tematem naszych żartów. Dla uściślenia – student pierwszego roku jest nazywany jest niecenzuralnym synonimem słowa „kał” – często tak też się czuje. Za moich czasów pierwszy rok traktowany był przez część wykładowców jak chrzest bojowy, a nie okazję do zainspirowania młodych ludzi urokami zgłębiania wiedzy weterynaryjnej.

Z perspektywy czasu widzę, że najbardziej „gnoili” ci, którzy merytorycznie byli po prostu słabi. Pastwieniem się nad studentami próbowali nadrobić swoje widoczne braki – kolokwia i egzaminy niestety, za mojej kadencji, często wyglądały jak bieg przez płotki i unikanie pocisków z podchwytliwych pytań. Nie sprawdzały istotnego zakresu programu, a były testem znajomości odpowiedzi na pytania, które studenci przekazują sobie od lat.

Szczęście całe, że ustne formy kolokwiów i egzaminów na ten moment odchodzą do lamusa. Poziom nadużyć, który widywałam był nieakceptowalny. Jest trochę lepiej, ale wciąż wiele rzeczy trzeba by było na prawić.

Nie wypada!

W mojej głowie już świeci się czerwona lampka. Tak, wiem, że tym tekstem przekroczyłam pewną granicę. Dlaczego?
a) bo mogę.
b) bo uważam, że tak trzeba.
c) wszystko mieści się w przyjętych przeze mnie granicach.

Zaznaczam, że nie podałam żadnego nazwiska. Nie wymieniłam nazwy żadnej katedry. Przecież i tak każdy wie, o co chodzi. Odważę się stwierdzić, że niemal każdy student państwowej uczelni w tym kraju znajdzie pewne analogie.

Nie tylko ten z Olsztyna. Nie tylko ten z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej.

System szkolnictwa wyższego w Polsce jest właściwie do wymiany.

Nie wypada!

Ech. Trudno. Niech się niesie.

7 myśli w temacie “Ten „porządek” trzeba wymienić na nowy!

  1. Ostatnim zdaniem celnie puentujesz całość. Nie tylko studia weterynaryjne i nie tylko na tej jednej uczelni, ale właśnie całe szkolnictwo wyższe w naszym kraju należałoby zmienić.
    Pewnie zdecydowana większość absolwentów, zdecydowanej większości uczelni ma podobne do Ciebie przemyślenia, spostrzeżenia, doświadczenia. Może kiedyś się pozmienia. Musi.

    Polubienie

    1. a ja ciągle uważam ,że odpowiedzi ustne , a nie testy ,albo elaboraty na egzaminach są o niebo korzystniejsze dla studenta , oczywiście pod warunkiem ,,madrego,, profesora a nie czepliwego ,,doktorka karierowicza,,.Doskonale po tylu latach pamiętam egzaminy ustne ,były o wiele przyjemniejsze ,jak człowiek zaczynał fantazjować ,to sama mina profesora świadczyła o tym ,ze gada się głupoty i człowiek od razu zaczynał myśleć, i wielokrotnie naprowadzali na właściwy tok rozumowania i egzamin był do przodu.Zdarzyło się ,ze jak człowiek zaczynał madrze odpowiadać to profesor przerywał w pół zdania i uznawał pytanie za zaliczone.Test wyboru-głupota nie pozwalająca myśleć ,opisówka,jak ktoś ma wiedze to za bardzo nie wie o czym pisać bo i tak zabraknie mu czasu i dlatego uważam ,że na weterynarii egzaminy powinny być tylko w formie ustnej.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Powiem szczerze, że mi też czasem z większą łatwością przychodziło zdawanie egzaminów w formie ustnej. Dalej jednak uważam, że zaliczenia w formie pisemnej są niezbędne (zawsze można zrobić część pisemną, a następnie ustną – jest to ładny kompromis). Dlaczego? Hm… Między innymi dlatego, że każda osoba z wykształceniem wyższym powinna umieć DOBRZE pisać. Co więcej, sądzę, że błędy ortograficzne powinny obniżać ocenę. Po skończeniu studiów lekarz powinien umieć pisać poprawne opisy wywiadu, badania klinicznego, zaleceń oraz skierowań na badania. Kiedy ma się tego nauczyć jeśli nie na studiach?

        Polubienie

  2. Ten tekst to takie gadanie o oczywistym problemie, bez konkretnego rozwiązania, z nadawaniem mu (tekstowi) głębi, której nie ma. Smutne jest nazywanie wyrzucanych bez ładu słów „strumieniem świadomości”. Zawiodłam się po ostatnich dwóch tekstach. Możesz odbijać piłkę, tłumaczeniem jaki to miałaś zamiar albo nie miałaś, ale nie zmienisz tym odbioru tego wpisu przez czytelników. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Na kontkretne rozwiązania potrzeba lat i pracy offline. Aktualnie polskie uczelnie są na etapie wdrażania nowej ustawy. Wiele rzeczy się zmieni. Na ten moment nie biorę w tym czynnego udziału. Nie mam potrzeby zmieniania odbioru moich tekstów przez czytelników ;). Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s