Życie w Ostródzie a wyjazd do metropolii

Wielu  moich znajomych wyjechało na studia i nie wróciło. Część rozrzucona jest po Polsce, kilka osób po Europie, jednostki tułają się po świecie. Powszechnym przekonaniem jest, że w dużym mieście łatwiej znaleźć dobrze płatną pracę, a firmy oferują wiele niedostępnych w małych miastach możliwości. Województwa w Polsce różnią się również w stopniu zamożności, co bezpośrednio wpływa na wysokość zarobków w wielu branżach. Tak się mówi.

Jak wiecie, mój brat wyemigrował do stolicy. Odkąd zostałam w Ostródzie po ukończeniu studiów wierci mi dziurę w brzuchu, że powinnam stąd wyjechać. Próbuje przekonać mnie do recepty, która w jego przypadku się sprawdziła. Co więcej, ja też często rozważam wyjazd. Najczęściej zimą, kiedy Ostróda pustoszeje, pracy jest mniej, interesujących mnie inicjatyw niewiele, a przede wszystkim… dzień jest krótszy i WIĘKSZOŚĆ LUDZI MA OBNIŻENIE NASTROJU. Nie jestem wyjątkiem.

W dużych miastach pod wieloma względami jest łatwiej. Życie kulturalne tętni, a ludzi jest tak dużo, że bez trudu można znaleźć takich, którzy podzielają nawet najbardziej niszowe zainteresowania. Mieszkańcy są bogatsi, co sprawia, że wprowadzenie usług typu PREMIUM (a do takich można zaliczyć weterynarię na wysokim poziomi) przychodzi z większą łatwością. Oczywiście tempo życia też jest inne, rotacja pracowników spora, a i anonimowość większa. Dziś jesteś, jutro Cię nie ma – mieszkańcy metropolii są często przyzwyczajeni, że sąsiedzi się zmieniają.

Cóż, nie będę się nad tym dłużej rozwodzić. Nie mam piorunującego doświadczenia w życiu w mieście większym niż Olsztyn (uważam, że obraz takiej Warszawy w sposób dosłowny i alegoryczny celnie przedstawił Jakub Żulczyk w „Ślepnąc od świateł” – przepraszam za wtrącenie). Całe swoje życie mieszkałam na Warmii i Mazurach. Już dobre kilka lat temu przechodziło mi przez myśl, że tu się urodziłam, tu będę żyć i tu umrę. Czy tak się stanie? Zobaczymy. Na ten moment wyjeżdżam po inspiracje do innych miast i wykonuję mrówczą pracę nad tym, żeby stworzyć w moim rodzinnym mieście swoją przestrzeń.

Pracuję, piszę, występuję w lokalnych mediach, wspieram swoimi konsumenckimi wyborami coraz więcej lokalnych biznesów. Mam dobry humor, więc często zagaduję ludzi na mieście. Wielu z nich pamięta mnie jako podlotka, kojarzy członków mojej rodziny lub znajomych. Mam coraz lepiej utkaną sieć kontaktów, która tworzy się od kilkudziesięciu lat. Przecież moi dziadkowie i pradziadkowie też tu mieszkali! Kiedy mam ochotę zrobić coś out of the box, to wiem do kogo uderzać. Zawsze znajdzie się ktoś, kto mi pomoże albo pokieruje dalej. W małym mieście wszyscy łakną osób kreatywnych. Kiedy przychodzę gdziekolwiek ze swoim pomysłem, to niemal zawsze spotykam ludzi podobnych do mnie – spragnionych towarzystwa i entuzjastycznych. Może zarobki na początku nie powalają (tu branża weterynaryjna zaczyna być wyjątkiem – temat na osobny wpis), ale nie ginie się w tłumie. Łatwiej się przebić.

Wiem, że moja droga nie jest dla każdego. Ba! Wielu moich rówieśników zazdrości mi oczywiście możliwości pracy w rodzinnej firmie – po studiach od razu miałam przecież dobrze płatną pracę w zawodzie (tu szybkie sprostowanie – na początku mama wcale nie płaciła mi dużo, a i teraz przy moim zakresie obowiązków kwota „na rękę” też nie powala). Teoretycznie miałam dużo łatwiej. Warto sobie jednak zadać pytanie, ilu z nas ma rodziców przedsiębiorców i ZA ŻADNE SKARBY ŚWIATA NIE ZGODZI SIĘ U NICH PRACOWAĆ? Hę? Na zewnątrz widać tylko wierzchołek góry lodowej. Żeby sprostać trudnym relacjom biznesowo-rodzinnym cały czas korzystam z pomocy psychoterapeuty. Możecie wierzyć lub nie, ale bywa elektrycznie. Zdarza się, że rzucanie słuchawką i mięsem pod nosem jest na porządku dziennym.

Każda ważna zmiana w funkcjonowaniu placówki była okupiona ogromnym wysiłkiem u każdej ze stron. To nie jest tak, że dostałam w prezencie super funkcjonujące przedsiębiorstwo! Nie! Wiecie co? Od pierwszego dnia widziałam rzeczy, które trzeba w nim zmienić. Zaczęłam robić małe, a potem coraz większe kroki w tym kierunku. Cóż. Doskonale wiem, jakie błędy przez ostatnie 20 lat popełniła moja mama. Często walczę ze skutkami jej pomyłek. Nie moich! Wiele osób śmieje się, że w pewnym sensie jestem na dobrej pozycji, bo z miejsca weszłam w rolę tzw. „dobrego policjanta”. Często mama jest straszakiem, ale z drugiej strony bardzo szybko się uczy. Razem pracujemy nad emocjami. Najbardziej intensywnie po wybuchach złości.

Serio, nie jest różowo. Tylko ja przecież nigdy nie przepadałam za tym kolorem. Lubię wyraziste naturalne, ciepłe barwy. Dużo we mnie ognia. Pisałam już o tym, że „kto chce zapalać innych, ten sam musi płonąć”. Wiem, że jestem taką pochodnią. Oczywiście łatwo zrobić mi krzywdę. Nie jestem z kamienia i nigdy nie byłam. Wiele rzeczy odchorowuję miesiącami, a nawet latami. Zdarza się, że zakopuję się w ściółkę i znikam. Mam na swoim koncie bardzo długie doświadczenie samotności. Coraz ostrożniej podchodzę do nowych relacji, a jak zaczynam niektórym opowiadać swoją historię, to zawsze widzę otwierające się ze zdumienia oczy.

Często sobie myślę, że siedzę w tej Ostródzie, bo tu jest bezpiecznie. Tu mam dom. Tu jest moja rodzina. Tu tyle razy spadałam na cztery łapy, a jak się łamałam to mnie składali i robili rehabilitację. Mam wiele wspomnień związanych z Ostródą i Olsztynem. Dobrych i złych. Zdarza się, że walczę z demonami przeszłości. Włączają się tzw. flashbacki. Czasami się nad nimi pochylam, innym razem ignoruję. Nie walczę z tym. Tak jest i kropka. Nie jestem białą kartką. Pracuję nad sobą. Obserwuję reakcje. Wyciągam wnioski. Biegnę dalej. Potykam się. Czołgam się. Wstaję. Idę. Ludzie mówią „nie tędy droga”. Jednego dnia się słucham, innego robię po swojemu. Czasami się cofam i zmieniam zdanie. Moja obecność online przekłada się na lepsze życie offline. Coraz więcej osób się do mnie odzywa, przypomina sobie o moim istnieniu. Czuję, że moje miasto mi kibicuje.

Może zabrzmi nieskromnie to, co powiem…
wiem, że Ostróda zaczyna być dumna z małej Paulinki.

Z drugiej strony…
dorosła Paulina jest dumna z Ostródy.

4 myśli w temacie “Życie w Ostródzie a wyjazd do metropolii

  1. Ja kibicuję i Tobie, i temu miastu. 😊 Mam za sobą doświadczenie wyjazdu stąd, mieszkania w wielkim mieście, później w innym kraju i ostatecznie świadomą decyzję o powrocie dokładnie tu (choć propozycje w innych miastach i krajach były), i po latach spędzonych tu nie zmieniłabym tej decyzji. Nadal wróciłabym łaśnie tu. Lubię być małomiasteczkowa, lubię Ostródę ze wszystkimi jej zaletami i wadami. Tu jest mój dom.

    Polubienie

    1. Dziękuję 😍
      Pełna zgoda! Ja wiem, że to miasto pasuje do mnie nawet wizerunkowo. Małe, ale urocze. Zlokalizowane lepiej niż Olsztyn, z piękną infrastrukturą i bazą hotelową. To miejsce ma tak wielki potencjał, że chce się tu działać. Moi goście z całej Polski zawsze są urzeczeni. Nie znam nikogo, komu by się tu na pierwszy rzut oka nie podobało.
      Są problemy, wiadomo. Ale gdzie ich nie ma?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s