Czego nauczyło mnie jeździectwo?

Rozwiązania siłowe działają tylko przez chwilę albo wcale

Rozluźnienie, timing, jasne sygnały – to klucz do sukcesu. Mocowanie się ze zwierzęciem ważącym 500kg nie ma większego sensu. Zachowania agresywne wobec koni odbijają się tylko czkawką. Negatywne emocje powodują napięcie nie tylko w człowieku. Zwierzę to momentalnie wyczuwa. Nie raz, nie dwa zdarzało mi się, że odbicie swojego złego nastroju widziałam po… moim koniu. Był niespokojny, kręcił się przy siodłaniu, w trakcie jazdy nie współpracował.

Każdy strach można pokonać

To nie jest tak, że nie boję się koni. Nawet własnego się bałam, kiedy byłam zmuszona dawać mu zastrzyki. Kilkanaście lat w jeździectwie nauczyło mnie jednak skutecznie się wyciszać. Konie to „zwierzęta uciekające”. 90% z nich jest niebezpieczna tylko ze strachu. Jeśli człowiek się boi, to przechodzi na zwierzę. Przy nich nie da rady zamaskować lęku. Wyczują fałsz. Nie raz spokojnym szeptem uspokajałam zarówno siebie, jak i konia. Odbywałam stajenne medytacje w zarówno z ziemi, jak i w siodle. Nauczyłam się rozluźniać, bo wymagałam tego od mojego konia.

Warto ufać swoim instynktom

Wzrok, słuch, węch, dotyk. Obcując z końmi nauczyłam się używać swoich zmysłów. To bardzo skraca czas reakcji. Kto kiedykolwiek unikał umykał przed rozpędzonym koniem ten wie, o czym mówię. Wiele zachowań tych zwierząt można przewidzieć. Wysyłają sygnały przed działaniem. Trzeba tylko umieć je dostrzegać, ale też przewidywać potencjalnie niebezpieczne sytuacje. Koń każdego potrafi zaskoczyć. Szczególnie praca z końmi sportowymi wymaga ogromnego skupienia.

Najcenniejsza jest spokojna pewność siebie

Czasami trzeba wykonać ostrzejszy ruch i niekiedy krzyknąć, ale najlepszy efekt jest wtedy, gdy w kilka sekund po jakimś zgrzycie umie się spuścić parę z konia i z siebie. Kto mnie zna jednak ze stajni ten wie, że mój krzyk ciężko usłyszeć. Nigdy też nie spuściłam koniowi lania (mimo, że zdarzało się używać bata i ostróg jako pomocy – zawsze starałam się to robić ostrożnie). Niepotrzebne mi sprawianie bólu zwierzętom. Ideałem jest dla mnie połączenie naturalnego jeździectwa z tym klasycznym. Apacz umie chodzić zarówno na wędzidle, jak i na kantarze.

Nieważne jak wyglądam

Nigdy za specjalnie nie stroiłam się do stajni. Nie jestem jedną z tych dziewczynek, co mają wymuskane akcesoria jeździeckie. Aktualnie mój sprzęt jeździecki trochę woła o pomstę do nieba. Najważniejsze jest dobre siodło. Ja mogę jeździć w starych ubraniach, których nie jest mi szkoda jak się pobrudzą. Ma być mi wygodnie. Tyle. Zwierzę i tak pamięta mój sposób poruszania się, zapach, ton głosu. Nieważne, w jakiej kurtce pojawię się na pastwisku. Opinia ludzi zawsze była drugorzędna.

Wiele umiejętności zdobytych przy koniach można wykorzystać przy pracy z ludźmi

Kontrolowanie swojej mowy ciała, tonu głosu, emocji. To wszystko nie raz mnie ratowało. Byłam w wielu podbramkowych sytuacjach, czasami niebezpiecznych – zawsze wychodziłam z nich bez szwanku. Umiem wyciszać nie tylko konie. Całkiem nieźle idzie mi z ludźmi. Nauczyłam się hamować. Niewielu rzeczy się boję, niewiele jest w stanie wytrącić mnie z równowagi. Z resztą… Jeśli ktoś zna kilka dziewczyn jeżdżących intensywnie konno ten wie, że jesteśmy szczególnym rodzajem kobiet. Wszystkie mamy w sobie sporo siły i pewną bezkompromisowość. Jeździectwo kształtuje charakter.

Po upadku trzeba wstać i wsiąść z powrotem

Tak mnie zawsze uczono. Jeśli spadałam i nic mi się nie stało, to zawsze kazano mi od razu wsiadać na konia. Bez mazania się. Trening mógł być skończony, ale chwilę jeszcze musiałam spędzić na końskim grzbiecie. Wyjątek? Załamanie kości śródręcza. Wtedy pojechaliśmy na OIOM jednak. Generalnie zasada jest taka: kto nie jeździ, ten nie spada.  Tak jak ze wszystkim w życiu, w jeździe konnej trzeba się liczyć z ryzykiem upadku.

Wina zawsze jest po stronie jeźdźca

Jeśli koń nie wykonuje jakiegoś polecenia, czy popełnia błędy, to zawsze trzeba się zastanowić, co jeździec robi źle. Jazdy konnej człowiek uczy się całe życie. Ja jeżdżę poniżej moich oczekiwań. ZAWSZE mogłabym lepiej. Cała sztuka w dosiadaniu konia polega na tym, żeby mu nie przeszkadzać i ukierunkować. To ogrom pracy nad sobą. Ona nigdy się nie kończy.  Jeździectwo uczy przyznawania się do błędów, a spektakularne sukcesy to zwykle lata regularnej, mądrej, ukierunkowanej pracy.

———————————————

Ten tekst piszę, w momencie kiedy na grzbiet koński wsiadam bardzo rzadko. Na ten moment wpadamy z Pestką do stajni, żeby ona się wyszalała i pobiegała po łące. Wiem, że za jakiś czas wrócę do czynnego jeździectwa. To jest pasja, która zawsze będzie bardzo ważną częścią mojego życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s