Przeszkody? Nie tylko w jeździectwie.

Ostatni czas jest dla mnie szczególny. Wróciłam do jazdy konnej i na nowo mierzę się ze sobą. Po długiej przerwie wracam do skoków, których zwyczajnie, po ludzku się boję. Wiele razy spadałam z konia. Moje ostatnie zawody skokowe skończyły się upadkiem i złamaniem śródręcza. Mimo to, dalej chcę skakać. Zwariowałam? Nie. Traktuję to jak kolejne wyzwanie. Powoli na nowo oswajam tę dyscyplinę sportową. Staram się, trochę toczę ze sobą walkę. Ostatnio po kolejnym treningu, kiedy czułam schodzący ze mnie stres i trzęsące się nogi, uświadomiłam sobie, że to nie jest jedyna rzecz, której się obawiam. Sądzę, że każdą przeszkodę, którą przeskakuję na treningu, można potraktować jak metaforę zmian, czy ważnych decyzji. To normalne, że się ich obawiamy tak jak większość niezawodowych jeźdźców nieco boi się przeszkód. Co więcej, im człowiek jest starszy, im więcej życiowych upadków ma na swoim koncie, tym bardziej przeszkody potrafią powodować lęk.

Każda zmiana w naszym życiu, każda ważna decyzja to taka przeszkoda. Codziennie decydujemy, czy będziemy, często w miejscu, tkwić w swojej strefie komfortu. Im wyżej stawiamy sobie poprzeczkę, tym boleśniejszy może być upadek. Tak jest z nowymi związkami, nową pracą, podejmowaniem studiów, rozpoczynaniem nowych projektów, przeprowadzkami… Można wymieniać bez liku. Im więcej siły i czasu (a czasem i pieniędzy) inwestujemy w coś nowego, tym boleśniej odczuwamy małe i większe porażki. Nie powinno to jednak powodować rezygnacji z podejmowania wyzwyań! Zamknięcie się w sobie i życie tylko z dnia na dzień nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście są takie momenty w życiu, kiedy trzeba odsapnąć i odpuścić. Są momenty przestoju. To normalne i nie należy się za to obwiniać, ale prędzej, czy później powinien nastąpić moment zbierania sił na dalsze działanie.

Oczywiście życie to nie konkurs. Sądzę, że nie można przegrać albo wygrać. Jest jednak ogromna szansa, żeby to życie przeżyć w sposób ciekawy. Żeby coś po sobie zostawić. Coś znaczyć. To nie musi być spektakularne. Każdy sam wyznacza sobie cele. Dla jednego będzie to oddanie się swojej rodzinie, a dla innego odkrycie czegoś ważnego w nauce. Jesteśmy różni. Nie możemy się nadto porównywać. Osobiście też się staram, ale nie zawsze też czuję się zrozumiana. Moja mama ostatnio powiedziała mi, że ważne abym ustaliła sobie priorytety, że nie mogę znów ciągnąć kilku srok za ogon, bo w niczym nie osiągnę sukcesu. Czy miała rację? Czy to jest uniwersalna recepta na sukces, według której należy postępować? Nie wiem, czy w moim przypadku. Osobiście nie umiem, nie potrafię skupić się długo na jednej rzeczy. Muszę zajmować się kilkoma, bo mój mózg i ciało nie znoszą nudy. Nie dla mnie monotonia i wąskie dziedziny wiedzy.

Jak to się ma do pokonywania przeszkód? Otóż, można odpuścić. Mogłabym pójść za radą mamy, przestać angażować się w jeździectwo i poświęcić się w 100% karierze zawodowej. Przecież i tak (obecnie) nie stać mnie na sport. Konie zabierają mi czas i pieniądze, które mogłabym poświęcić weterynarii. Do tego bywa, że jazda powoduje stres, bo czasem nie tylko skaczę, ale wsiadam na konie sportowe, których się obawiam. Po co mi to? Odpowiedź jest prosta. Tę pasję mam od kilkunastu lat. To jest moje. Kocham to. Z całym szacunkiem do mojego zawodu, jeździectwo jest nie mniej ważne, a może i nawet w hierarchii stoi sobie wyżej. Wiem, że nie poprawi mojej sytuacji finansowej, może nie będę miała funduszy na tak intensywne doszkalanie się w zawodzie, jak to miało miejsce jeszcze niedawno.

Co robić? Przeskoczyć tę przeszkodę! Moje jeździectwo w połączeniu z pracą to mała, ale i duża zmiana. To zobowiązanie, które chcę wypełniać. Wierzę, że się uda, a jeśli się potknę, to przecież wstanę. Co więcej, przy angażowaniu się i nawiązywaniu kontaktu z różnymi ludźmi co rusz pojawiają się nowe możliwości. Jeśli nie spróbuję tego przeskoczyć, to nic ciekawego się nie wydarzy. Wiem, że teraz stoję przed wieloma przeszkodami. Każdy z nas stoi. Codziennie mierzymy się ze swoimi słabościami, gorszą kondycją, brakiem czasu. Dzień w dzień podejmujemy decyzje. Poświęcamy różnym rzeczom czas, którego nikt nam nie zwróci. Wierzę, że bardzo dużo zależy od naszej siły i samozaparcia, czy będziemy z siebie zadowoleni. Duże zaangażowanie w codzienne sprawy może to oczywiście stres, zmęczenie i częste wychodzenie poza sferę komfortu. Niemniej, warto!

Teraz, gdy już po ponad tygodniu dopieszczam ten tekst, coraz łatwiej przychodzi mi skakanie. Coraz mniej się boję, coraz częściej myślę o tym, co technicznie powinnam poprawić, żeby było dobrze. Całe szczęście mam kochaną trenerkę, która na mnie nie naciska i nie podnosi poprzeczki zbyt wysoko. Czasami warto zaczynać małymi kroczkami. Z wieloma pasjami jest podobnie. Nie musimy być zawodowcami w tym, czym się zajmujemy. Czasami wystarczy jeden, dwa, trzy popołudnia w tygodniu. Najważniejsze, że cieszą. Nie musimy być najlepsi. Czasami wystarczy, że będziemy z siebie zadowoleni i codziennie będziemy się choćby po trochu zajmować rzeczami, na których nam zależy. Często to wymaga zmian i podjęcia decyzji. Rozwój bywa ciągłym przełamywaniem się i pracą. Na szczęście niejednokrotnie jest tak, że efekty widzimy już na przestrzeni tygodni.

W końcu pokonywanie przeszkód przynosi satysfakcję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s