Weterynaryjna trasa koncertowa

Wczoraj na koncercie Korteza dość długo czekaliśmy na gwiazdę wieczoru. Szybko okazało się, co było powodem opóźnienia i nie, nie była to kolejka do wejścia, czy problemy techniczne. Chłopak od razu nam to wyjaśnił. Wszedł na scenę i powiedział: „Przepraszam za opóźnienie, ale jestem chory.” Potem zawinięty w bluzę oddał jeden z lepiej dopieszczonych koncertów, na jakich byłam. Brzmiał perfekcyjnie, ale…

Po usłyszeniu tego pierwszego zdania od razu pomyślałam sobie o tym, że w podobnym stanie pracuje wielu lekarzy w weterynarii. Ilu z nich musi „występować” w swoich gabinetach w trakcie choroby? Ilu pracuje w chronicznym niedospaniu i stresie? Ilu nawet jeść nie jest w stanie regularnie? Ilu balansuje na granicy między produktywnością a wyczerpaniem? Ilu cierpi na stan zwany „wypaleniem zawodowym”? Ilu zaniedbuje swoją rodzinę i znajomych, bo ciągle jest „w trasie”?

Robimy w usługach. Nie jesteśmy w tym wyjątkowi. Jest wiele innych branż, w których praca wygląda dokładnie tak samo. Musimy być stale na wysokich obrotach, myśleć bardzo analitycznie, a do tego jeszcze być mili dla klientów. Niezależnie od tego, czy spaliśmy półtorej godziny, czy sześć. Od tego, czy zjedliśmy. Od tego, czy przed chwilą „przypadkiem” pokłóciliśmy się ze swoim partnerem, współpracownikiem, czy szefem. Niezależnie od tego, czy nasz klient jest dla nas wyrozumiały. Od tego, czy rozumie co do niego mówimy. Od tego, czy traktuje nas z szacunkiem.

Musimy być cierpliwi – klient nie.
Musimy być kompetentni – klient nie.
Musimy umieć postępować ze zwierzęciem w ekstremalnych sytuacjach – klient nie.
Musimy być empatyczni – klient nie.

Można wymieniać w nieskończoność. Co więcej, wielu z nas pracuje w trybie całodobowym. Telefony w środku nocy? Norma. Operowanie po godzinach pracy? Kto tego nie robił. Wypijanie trzeciej, czasem piątej kawy? Słyszałam i o takich. Przepracowujemy się, mamy na głowie nie tylko pacjentów, ale często też obowiązki związane z prowadzeniem firmy. To nie NFZ. Tu budżet musi się spiąć. Miłością do zwierząt nie nakarmimy siebie i swoich rodzin.

Takie funkcjonowanie zaczyna się na studiach, a potem trwa w życiu zawodowym. Efekt? Niektórzy mają dość i chcą rzucać studia (miałam tak na piątym roku), inni po kilku latach w zawodzie też mają serdecznie dość. Kwestie finansów pomińmy, bo przy naszych obciążeniach ceny usług i zarobki bywają po prostu uwłaczające. Pani na kasie w Biedronce (nic jej nie ujmując) potrafi zarabiać więcej niż lekarz weterynarii.

Wracając do mojego porównania z początku tekstu, scena jest uzależniająca. Ta praca potrafi dać naprawdę ogrom satysfakcji i wiele radości pod warunkiem, że nie doprowadzamy często do sytuacji wymienionych powyżej. Daje nam poczucie sensu i szczęście. Cały pic polega na tym, żeby dobrze zaplanować „trasę koncertową”, czyli nasze życie codzienne, godziny pracy, czy warunki zatrudnienia. To trudne, ale da się zrobić. Klienci się nie obrażą. Świat się nie zawali. Mało tego! Może się okazać, że do tej „sympatycznej Pani Doktor, czy Pana Doktora” ludzie walą drzwiami i oknami, a nawet są w stanie poczekać dziesięć, czy piętnaście minut, żeby człowiek mógł chwilę odsapnąć i na przykład coś zjeść.

Jesteśmy ludźmi, a nie robotami.
To się tyczy nie tylko lekarzy weterynarii, ale wszystkich.
Gwiazd polskiej muzyki również.*

*Mam nadzieję, że do kolejnych koncertów w tej trasie Kortez zdąży się wykurować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s