Weterynaria jest kobietą

Tytuł nie jest na wyrost. Rodzaj (żeński) przecież się zgadza. Do tego nie jest niczym nowym, że stopień feminizacji branży postępuje w zastraszającym tempie. Minęły czasy, kiedy weterynarię studiowali głównie mężczyźni. Nas, kobiet, jest coraz więcej. Zjawisko możemy zaobserwować zarówno w trakcie edukacji, jak i w późniejszej pracy w zawodzie. W większości lecznic, które miałam okazję odwiedzić, przeważają kobiety. Mężczyźni to rodzynki w naszym weterynaryjnym światku. Mało tego! Często przedstawiciele brzydszej płci są „sfeminizowani”. Dziesiątki razy słyszałam historie o chłopcach, facetach, którzy „mają dwie lewe ręce”, nie umieją (lub nie chcą) pomagać swoim koleżankom przy większych zwierzętach, czy boją się pacjentów dużo bardziej niż niejedna studentka/lekarka weterynarii.

Podejrzewam co prawda, że weterynaria nie odbiega od innych branż i wysoko tytułowanych mężczyzn jest w niej więcej. Chciałabym bardzo, żeby w przyszłości lekarzy weterynarii z tytułem profesora było po równo ze względu na płeć i to nie na zasadzie uczelnianych parytetów, ale ze względu na rzetelną wiedzę i wykonaną naukową pracę. To nie jest takie proste, jak się wydaje. Kariery kobiet często nie są tak szybkie jak mężczyzn. Dlaczego? Cóż. Jedna z odpowiedzi jest trywialna. Przecież to my rodzimy dzieci, a kiedy pojawia się nowy człowiek dużo rzeczy odstawia się na bok.

Macierzyństwo w weterynarii jest tematem bardzo kontrowersyjnym. Kiedy wśród lekarek pada pytanie „jak długo pracowałaś w ciąży?” rozpętuje się prawdziwa burza. Ta przestała pracować na dwa tygodnie przed, inna odebrała poród krowy po czym sama pojechała na porodówkę. To wszystko niby fajnie wygląda. Lekarki weterynarii robią z siebie małych herosów, ale pomiędzy wierszami zdarzają się dramaty. Problemy z zajściem w ciążę, poronienia, stracony czas niespędzony z dziećmi, kiedy stawiały pierwsze kroki. Żadna o tym nie napisze na forum. Będzie cierpieć w domu. Wśród najbliższych. Po cichu.

Weterynaria to wolny zawód. Ta „wolność” jest bardzo trudna. Jesteśmy wolne od instytucji typu NFZ. To prawda. Mamy też „wolność do”, bo możemy założyć własny biznes na swoich zasadach. Pojawia się jednak problem poruszony w poprzednim akapicie. Lekarki weterynarii często po prostu nie mają zapewnionych urlopów, bo:
a) prowadzą własną działalność gospodarczą;
b) pracują na śmieciowych umowach.
Brak macierzyńskiego, czy później wychowawczego urlopu to często nie wybór a konieczność.

Mimo tych trudności, nie da się ukryć, że nasz zawód jest piękny. Daje poczucie misji, często jest wzruszający. Niestety, jak na kobietę przystało, bywa niezwykle kapryśny, zmienny… trudny. Zakochujemy się w nim i nienawidzimy go na zmianę. Od miłości do nienawiści jeden krok – jak mawiają. Tak chyba właśnie bywa z kobietami.

2 Odpowiedzi

  1. Mojej mamie w młodości, kiedy poważnie myślała o pójściu na weterynarię, gdyż zawsze bardzo kochała zwierzęta (znosiła nieraz do domu chore psy i koty i je leczyła, jak umiała, z sukcesem) wszyscy to dość agresywnie i dosadnie odradzali mówiąc, że jest kobietą, a to męski zawód, że przecież nie poradzi sobie z, na przykład, krowami. Że jest głupia i nie ma pojęcia o życiu i pracy weterynarza. Posłuchała. W tamtych czasach, a było to ponad pół wieku temu, chyba rzeczywiście w zawodzie dominowali mężczyźni. Do dzisiaj żałuje, że na przekór wszystkim nie postawiła na swoim. Choć miała trudną sytuację, to wiem, że dałaby sobie radę. Że byłaby dobrym weterynarzem.

    Fajnie, że dzisiaj kobiety są coraz odważniejsze, że jako płeć wywalczyłyśmy sobie względne równouprawnienie. A kobiety, niech mi to mężczyźni wybaczą, chyba częściej jednak wykazują się empatią i miłością do bliźniego, w tym do naszych mniejszych zwierzęcych braci.

    Co do macierzyństwa – tak, masz rację z tym wolnym zawodem. Ale wiesz? Mi w mojej pracy strasznie brakuje poczucia misji, świadomości, że to co robię ma jakikolwiek sens, że sprawia, iż świat staje się odrobinę lepszy. I choć, z racji pracy na etacie, przysługuje mi urlop wychowawczy, to i tak musiałam z niego zrezygnować z przyczyn finansowych. Ech, wiatr nam, kobietom, tak często i w tak różnych sytuacjach wieje w oczy…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s