Rodzinna lecznica

Gdy ktoś mnie pyta, co jest dla mnie w życiu najważniejsze, bez wahania odpowiadam, że RODZINA. Zawsze tak było i podejrzewam, że nigdy się nie zmieni.
Mieszkam w moim rodzinnym mieście, codziennie mam kontakt z moimi rodzicami i przede wszystkim jestem częścią rodzinnego biznesu.

Lecznica małych zwierząt funkcjonuje odkąd pamiętam, czyli niemal od 20 lat. Już w liceum byłam małym praktykantem na normalnych zasadach. Dodatkowo jeszcze przed maturą zdarzało mi się jeździć z mamą na studia specjalizacyjne z chorób koni (jako wolny słuchacz). Gdy na studiach w lecznicy zabrakło osoby do strzyżeń, pojechałam do Poznania na kurs groomingu (link tutaj) i dorabiałam w ten sposób uczciwą, wcale nielekką pracą. Wbrew pozorom, nie odbywałam w naszej lecznicy uczelnianych praktyk. W wakacje jeździłam do innych lecznic, co uważam za bardzo ciekawe doświadczenie i jestem głęboko wdzięczna za zdobytą tam wiedzę (Centrum Zdrowia Konia, Klinika Verum i Klinika Elwet).
Tyle o mnie, tyle tytułem wstępu.

Czasami odnoszę wrażenie, że moi współpracownicy należą w pewnym stopniu do mojej rodziny. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, znamy się jak łyse konie. Obecnie wszyscy pracownicy są związani z lecznicą od lat i powoli zaczynam rozumieć, dlaczego tak jest. Przede wszystkim wszyscy szanujemy się nawzajem, mamy do siebie zaufanie i uczymy się codziennie ze sobą współpracować. Staramy się wspierać się w trudnych chwilach (nie tylko tych zawodowych). Robimy sobie prezenty na każde urodziny, normą jest chociaż symboliczna premia przed każdymi świętami, a od jakiegoś czasu w tygodniu jemy też wspólnie obiad (o ile jest taka możliwość i na poczekalni nie zbiera się kolejka).

Każdy z nas jest inny. Mamy różne zainteresowania i charaktery, więc staramy się dopasowywać zakres obowiązków i dziedziny weterynarii do konkretnego pracownika. W ten sposób całkiem naturalnie wyklarowało nam się już jakiś czas temu, że mamy dwoje chirurgów i dwoje internistów (do której grupy należę? – pytanie retoryczne). Do tego jest jeszcze recepcjonistka i dziewczyna od strzyżeń. Jesteśmy bardzo zgranym zespołem, chętnie dzielimy się swoją wiedzą, razem rozwiązujemy nie tylko diagnostyczne problemy. Gdy myślę o lecznicy, mam przed oczami nie budynek, lecz ludzi. Myślę, że wszyscy jesteśmy do siebie bardzo przywiązani. Tak było zawsze.

To wszystko procentuje. Klienci czują nasze dobre humory i coraz więcej jest takich, którzy wpadają do nas kilka razy w tygodniu. Zdarza się, że na poczekalni tworzy się niemal kawiarniany klimat i właścicielom nie przeszkadza, że muszą chwilę poczekać na wizytę, czy na wyniki badań swojego zwierzaka. Bardzo podoba mi się praca tutaj nie tylko ze względu na to, że należy do mojej mamy. Myślę, że chciałabym w takim miejscu pracować. Większość praktykantów i stażystów też chyba była zadowolona z pracy u nas. To mówi samo za siebie. Po czynach i efektach nas osądzą.

1 Odpowiedź

  1. Monika

    Mamy zwierzęta od ponad 20 lat i „odwiedziliśmy” z nimi nie jeden gabinet, ale tylko tu poczulismy autentyczną chęć pomocy i troskę. Ma jeden tylko mankament…. jest ponad 70 km od Elbląga. Pozdrawiamy całą ekipę lecznicy przy młynie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s